Partner wydania
Warto popatrzeć na wnętrze naszego pojazdu także pod kątem bezpieczeństwa. Co jest niebezpieczne, gdy siedzimy za kierownicą? Powtarzając policyjną mantrę stwierdzicie pewnie, że nadmierna prędkość. Rzut oka na statystyki wypadków wystarczyłby, by dodać do tego nieznajomość przepisów, przekładającą się na zjawisko wymuszania pierwszeństwa. Okazuje się jednak, że ogromnym zagrożeniem może być dla nas butelka wody mineralnej albo zabrana w podróż książka. Te niepozorne przedmioty mogą przemienić się w niebezpieczne pociski.

Wsiadając do samochodu, niezależnie czy wybieramy się w daleką podróż czy poruszamy się po mieście, warto zadbać o kilka szczegółów oraz spojrzeć na wnętrze naszego pojazdu pod kątem bezpieczeństwa. Pierwszy z nich to prawidłowe zajęcie miejsca i zapięcie pasów bezpieczeństwa. Samochody zaprojektowane są tak, by zapewnić nam ochronę wtedy, kiedy właściwie z nich korzystamy. Trzymanie nóg na desce rozdzielczej przez pasażera przedniego siedzenia czy leżenie na kanapie w razie zderzenia przyczyni się do powiększenia obrażeń. Podobnie będzie, jeśli nieprawidłowo zapniemy pasy. Choć wydaje się, że to banalna czynność, wiele osób zapomina o upewnieniu się, że jego dolna część opiera się na kościach bioder, a nie na brzuchu powyżej. Nie wszyscy również dociągają pas po zapięciu go. Jeśli zadbamy o te szczegóły, to zyskamy już wiele, ponieważ możemy ufać, że systemy aktywnego bezpieczeństwa, które zastosował producent, zadziałają prawidłowo. To jednak nie wszystko.

Jak pocisk wystrzelony z lufy

Wielu kierowców i pasażerów nie ma świadomości, jak wielkie zagrożenie mogą stanowić przedmioty, które zabieramy ze sobą w drogę. W razie zderzenia siła bezwładności wprawi je w ruch, zamieniając w potencjalnie niebezpieczne pociski.

Jeśli do kolizji doszłoby z prędkością 50 km/h, telefon uderzy nas z siłą, jaką wywarłoby położenie na ciele ciężaru o wadze 5 kg. Znacznie większe zagrożenie stworzy 1,5 litrowa butelka wody mineralnej. Jeśli uderzy nas w głowę, odczujemy to jak położenie na niej ciężaru o masie 60 kg. Gdyby do zderzenia doszło z prędkością wynoszącą 100 km/h, energia przedmiotów wzrośnie do kwadratu. W przypadku telefonu komórkowego będzie to więc 25 kg, a w przypadku butelki 360 kg.

Suche liczby niewiele ci mówią? Jeśli na własnej skórze chcesz przekonać się, jak niebezpieczne jest zabieranie ze sobą niepotrzebnych przedmiotów, najlepiej skorzystaj z symulatora wypadku czołowego lub dachowania. To mocne przeżycie i nauka, która z pewnością nie pójdzie w las. Gdzie znaleźć takie urządzenia? Będą one jednymi z wielu atrakcji podczas tegorocznej edycji VERVA Street Racing.

Pouczające doświadczenia

Podczas imprezy, na którą wstęp jest w tym roku wolny, będzie również można zasiąść w symulatorze wybuchu poduszki powietrznej, a także skorzystać z alkogogli i refleksomierza. Te pierwsze oszukują nasze zmysły tak, by działały z mniejszą sprawnością - podobnie jak wtedy, gdy spożyjemy alkohol.

Dzięki zabawie refleksomierzem ocenisz czas swojej reakcji. To ważne nie tylko w sporcie, ale też w codziennej jeździe, ponieważ daje nam wyobrażenie o tym, jaki odstęp powinniśmy zachować od poprzedzającego pojazdu, by – w razie kłopotów – zapewnić sobie czas na podjęcie reakcji.

Warto skorzystać z symulatorów takich jak te, które będzie będą dostępne 14 października podczas VERVA Street Racing w Płocku. To okazja do wyrobienia dobrych nawyków. Rozpoczynając podróż, zastanawiajmy się, które przedmioty są nam potrzebne na tyle, że musimy mieć je ze sobą, a które lepiej przełożyć do bagażnika. Termos, laptop czy większa książka mogą zmienić się w sunące przez wnętrze samochodu pociski, które mogą stanowić śmiertelne zagrożenie.